Ile mogą zmienić małe kroczki?

Zaktualizowano: 19 lut 2020



Jakie są najbardziej znane stereotypy? Katolicy to nudziarze, bezdzietne małżeństwa – egoiści, a ekolodzy? Wiadomo – świry przywiązujące się do drzew w Białowieży. I chyba właśnie przez tą etykietkę wiele osób uważa, że bycie eko jest nie dla nich, bo to wymaga zmiany totalnie całego życia. A do tego jeszcze znajomi zaczną nas wytykać palcami. Wiem to, ponieważ sama przez długi czas tak uważałam! Jesteśmy codziennie bombardowani mnóstwem informacji – to rób, tego nie rób, to jest szkodliwe, ale to jeszcze bardziej. Można nieźle pogubić się w takim mętliku. No i przede wszystkim, czy przy ogromnej skali przemysłowych zanieczyszczeń, takie indywidualne działanie ma jakiś sens?


Nie możesz zmienić całego świata, ale możesz zmienić swoje zachowanie!

We wszystkim jestem wielką zwolenniczką metody małych kroków. Łatwiej jest wprowadzić zmianę, która będzie wymagała ode mnie poświęcenia kilku minut dziennie, niż taką, która wywraca do góry nogami wszystkie moje dotychczasowe nawyki i przyzwyczajenie (swoją drogą – formy życia nie zbudujemy chodząc na siłownię raz w miesiącu, ale za to na 12 godzin). W byciu eko zaczęłam od 3 punktów, które były banalnie proste do zrobienia. Wystarczy tylko zacząć :)


Własny kubek

Połowę swojego życia spędzam w samochodzie. Uświadamiam to sobie zwłaszcza wtedy, kiedy kolejny raz w ciągu jednego tygodnia tankuję paliwo do pełna. A każda wizyta na stacji benzynowej to także kawa z ekspresu. Każda w jednorazowym kubku, który za chwilę trafia do śmietnika. A wystarczy tylko mieć zawsze w aucie własny, duży kubek. Nie dość, że ograniczam produkcję śmieci, to jeszcze zyskuję o wiele ładniejszy gadżet do instagramowych zdjęć :)

Mój kubek ma 400 ml, czyli tyle, ile standardowa duża kawa na stacji czy w kawiarni. W kubkach termicznych zawsze przeszkadzał mi metaliczny posmak, przez tworzywo, z których większość z nich jest wykonane. Ten jest z włókna bambusowego i nie czuć w nim nić prócz smaku kawy



Torby na zakupy i worki na warzywa

Coraz więcej osób zamienia już plastikowe reklamówki na materiałowe torby. Oszczędzamy w ten sposób pieniądze, bo nie płacimy za każdą wielorazówkę, a są też o wiele bardziej wytrzymałe i nie ryzykujemy, że plastik rozerwie się, wysypując całą zawartość zaraz po odejściu od kasy. Ale jednocześnie kupując warzywa, owoce czy pieczywo w supermarketach, każde z nich pakujemy do małych jednorazowych torebek. Jaki jest na to sposób? Kupując np. jednego ogórka, nie trzeba pakować go w nic. I tak wszystkie warzywa myjemy lub obieramy, więc włożenie go luzem do koszyka nie zrobi nikomu żadnej krzywdy. Jednak kiedy chcemy kupić dziesięć bułek, sprawa nie jest taka prosta. Istnieją jednak doskonałe zamienniki foliówek – materiałowe, siateczkowe worki. Jest coraz więcej sklepów internetowych, które mają je w swojej ofercie. Moje kupiłam akurat na allegro, ale możecie naleźć je na przykład na stronach: