Wspomnienia trzymaj w sercu, ale zdjęcia na papierze



Na pewno przynajmniej raz w życiu mieliście taką sytuację: minęło kilka lat od wakacji / imprezy / wydarzenia, fajnie byłoby pokazać komuś zdjęcia, tylko no nie wiem zupełnie jak to się stało, ale gdzieś się zgubiły. Albo kupiłam nowy komputer, a stary zjadły myszy na strychu. Dysk padł, usunęłam je niechcący, zapomniałam hasła do galerii online. Powodów może być mnóstwo. To wielka pułapka cyfrowej fotografii, bo nasi rodzice pewnie w takim wypadku po prostu wyciągnęli by album z szuflady i bez problemu znaleźli to, czego szukali. Przecież teraz wcale nie jest tak, że jesteśmy skazani na trzymanie zdjęć tylko i wyłącznie jako komputerowych plików. Mamy o wiele więcej możliwości przechowywania wydruków, wymaga to jednak odrobiny więcej czasu i wysiłku. Im prędzej zaczniemy uzupełniać domowe albumy, tym mniejsza jest szansa na to, że za kilka lat w gorączce będziemy zastanawiać się, gdzie są nasze najważniejsze zdjęcia.


Albumy z odbitkami



Odkładacie wywoływanie zdjęć, bo przez kilka lat uzbierało się ich Wam bardzo dużo? Jesteście w świetnej sytuacji! Im więcej zdjęć drukuje się na raz, tym niższa cena jednej sztuki. Warto wtedy szukać firm, które oferują duże pakiety zdjęć – np. 500 lub 1000 sztuk (czasem wychodzi wtedy nawet poniżej 0,20 zł/szt). Nie są to może wydruki ani papier najwyższej jakości, ale do hurtowego wywoływania prywatnych zdjęć sprawdzają się całkiem nieźle. Bardzo dużo takich ofert jest na allegro. Jeżeli mają być to odbitki z sesji lub innego ważnego wydarzenia, wtedy najlepiej zgłosić się z tym do swojego fotografa. Większość z nas współpracuje z profesjonalnymi drukarniami, które gwarantują wydruki najwyższej klasy.

Mamy już odbitki, co dalej? Są dwa rodzaje albumów: do wklejania zdjęć i do wkładania ich w foliowe koperty. Możemy wybierać pośród niezliczonej ilości wzorów, kolorów, tworzyć indywidualne okładki czy grawery.



Ja ostatnio postanowiłam spróbować z klasycznym albumem z przylepcami. Kojarzy mi się on ze starym albumem mojej mamy z jej młodości. Na pewno ta technika jest o wiele bardziej pracochłonna, ale efekty bardzo mi się podobają :)